397 views, 4 likes, 6 loves, 0 comments, 6 shares, Facebook Watch Videos from Lufcik na korbkę: Święta coraz bliżej, a Mikołaja ani widu, ani słychu.
Ani w parlamencie, ani poza parlamentem. W sejmie skłócona PO, nie może posprzątać po pogromie, nie stać jej nawet na to, żeby szybko zebrać trupy, schować ambicje i żale wyznaczyć przywódcę i cele. Kukiz widać gołym okiem, że chętnie przyłoży rękę do wszystkich pomysłów
Książkę wypożyczyłam z biblioteki i zapomniałam zrobić jej jakieś ciekawe zdjęcie :') Okładka jest. No jest jaka jest. Może i daleko jej do brzydoty tego białego wydania Darów Anioła (jeśli rozumiecie o czym mówię), ale mogłaby być lepsza.
RT @AniaHahnn: KODerstki zawiedzione, bo ani słychu ani widu na przywrócenie SBeckich przywilejów !! 09 Dec 2022 11:04:46
Po popisie w "Ani widu, ani słychu" (1958) Yves'a Roberta, gdzie grał kłusownika polującego z genialnie wytresowanym psem, który w razie niebezpieczeństwa natychmiast ukrywa zdobycz
Look up the Polish to German translation of ani ani in the PONS online dictionary. Includes free vocabulary trainer, verb tables and pronunciation function.
. Data utworzenia: 25 kwietnia 2011, 14:22. Anna Mucha kolejną gwiazdą, której nie podobają się rządy Platformy Obywatelskiej. Rządzący podpadli aktorce, bo nie zalegalizowali związków partnerskich, nie wprowadzili refundacji środków antykoncepcyjnych i nie złagodzili obostrzeń ustawy antyaborcyjnej Anna Mucha ostro o Platformie Obywatelskiej Foto: Teodor Klepczynski / Fakt_redakcja_zrodlo Aktorka jako powód podaje brak liberalnej polityki Donalda Tuska w kwestiach światopoglądowych. - Mamy 40 milionów ludzi i żadnych znanych marek na Zachodzie. Wódka, kiełbasa i wąsy Wałęsy. I jeszcze MUSZĘ to powiedzieć, bo sobie obiecałam, że w wywiadzie dla "Gazety" opieprzę Platformę jako jej wyborca. Liczyłam na rozsądną politykę planowania rodziny, edukację seksualną, refundowanie nowoczesnej antykoncepcji, choćby debatę o legalizacji związków partnerskich - mówi Anna Mucha w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".Aktorka "M jak miłość" ma za złe rządowi, że ten nie przeprowadził nawet próby uchwalenia nowej ustawy antyaborcyjnej oraz refundacji środków Liczyłam na politykę dostosowaną do współczesnych realiów. Są przecież pewne proste mechanizmy: ustawa antyaborcyjna może istnieć pod warunkiem że edukacja seksualna nie jest fikcją, a w aptekach są tanie prezerwatywy i tabletki. A tu ani widu, ani słychu. A nawet gorzej: cała ta akcja z in vitro woła o pomstę do Boga. Plan minimum, że nie ma syfu pisowskiego, mnie nie zadowala. Nawet z prostą i popularną na świecie ustawą antynikotynową nie potrafili sobie poradzić! Moja sympatia do PO poszła z dymem. Koniec manifestu politycznego - ostro kończy Mucha.>>>> Szulim dostało się za Muchę /2 Anna Mucha ostro o Platformie Obywatelskiej Teodor Klepczynski / Fakt_redakcja_zrodlo /2 Mucha wypięła się na Tuska, bo nie zalegalizował... Fakt_redakcja_zrodlo Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Zaktualizuj stronę Ni vu, ni connu 1g. 35m. Komedia Francja 7,6 6 ocen oceń film twoja ocena Reżyseria Yves Robert Scenariusz Jacques Celhay, Jean Marsan Aktorzy Louis de Funès, Noëlle Adam, Frédéric Duvallès Dodaj do listy 2 osoby lubią 4 osoby chcą obejrzeć. obejrzy Zdjęcia 1 dodaj zdjęcia Louis de Funès Obsada dodaj obsadę Louis de Funès jako Blaireau Noëlle Adam jako Arabella de Chaville Frédéric Duvallès jako Dubenoit, mer Claude Rich jako Amédée Fléchard Roland Armontel jako Léon de Chaville Madeleine Barbulée jako Pani Chaville Pierre Stéphen jako Prokurator Jean Bellanger jako Więzień Marc Blanchard jako Durenfort Jacques Couturier jako Paul Faivre jako Victor, szef ochrony Lucien Hubert jako Auguste Zobacz pełną obsadę Fabuła dodaj fabułę dodaj zarys fabuły Dodaj pierwszy opis Gatunek Komedia Szczegóły dodaj informacje Premiera 1958-04-23 (świat) Wytwórnia Champs-Élysées Productions Kraj produkcji Francja Inne tytuły L'affaire Blaireau (Francja)Neither Seen Nor Recognized (tytuł międzynarodowy) Czas trwania 95 minut Recenzje krytyków dodaj recenzję dodaj recenzję zewnętrzną Nie mamy jeszcze recenzji do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję. Recenzje użytkowników dodaj recenzję Nie mamy jeszcze recenzji użytkowników do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję. Czy wiesz, że? dodaj informacje Ciekawostka Film został nakręcony w okresie od 19 sierpnia do 10 października 1957 roku. zobacz więcej Komentarze do filmu 3 Najlepsze komentarze Od najnowszych Od najstarszych wazka16 2017-05-22 8 Blaireau i jego piesek:) Razem sprytnie oszukują strażnika i zdobywają zwierzynę dla Funes jest świetny,jego postać budzi sympatię. Odpowiedz Edytuj Usuń Zgłoś Krzyk_Sowy 2016-07-28 7 Film jest naprawdę świetny tylko niestety końcówka mnie rozczarowała. Polecam obejrzeć Odpowiedz Edytuj Usuń Zgłoś wietwia 2014-04-19 9 Czysta komedia – Mało znana, ale doskonała komedia z de Funèsem. Moim zdaniem jest to najlepsza rola komika. Konstrukcja filmu przypomina najlepsze polskie przedwojenne komedie, ale tu sztuka filmowa i aktorska jest na wyższym poziomie. Jednym słowem – majstersztyk gatunku. Gorąco polecam! Odpowiedz Edytuj Usuń Zgłoś Współtworzą tę stronę dodaj treści Ta strona powstała dzięki ludziom takim jak Ty. Każdy zarejestrowany użytkownik ma możliwość uzupełniania informacji o filmie. Poniżej przedstawiamy listę autorów dla tego filmu: 1 wietwia 55 pkt. 2 Agnieszka_Chmielewska_Mulka 10 pkt. 3 Kristo 5 pkt. 4 blesav 3 pkt. Zobacz wszystkich wspołtworzących
Tomasz Rusek Brawa dla pani Karoliny: nie dość, że nie dała się naciągnąć, to jeszcze ostrzega z nami innych. Tajemnicza "kancelaria" rozsyła listy i domaga się od ludzi po 250 zł. Nie płaćcie ani grosza! Karolina Kapałczyńska wraz z mężem prowadzi w centrum Gorzowa biuro nieruchomości Madom. Pilnują rachunków, terminów, wszystko zawsze i wszędzie płacą na czas. Po prostu uczciwość stoi u nich na pierwszym miejscu. Dlatego nieźle się pani Karolina zdziwiła, gdy dostała urzędowe - jak się jej początkowo wydawało - pismo z rzekomo powiązanej z rządem (o tym za chwilę) kancelarii podatkowej. Tylko siedem dni Cała strona zapisana była prawniczym językiem, przytoczono tam kilka przepisów, a wydźwięk dokumentu był jasny: coś nie gra z podatkiem od nieruchomości. A za „postępowanie przygotowawcze procedury weryfikacji” należy się 250 zł, które trzeba wpłacić na podane konto w ciągu siedmiu dni. - Natychmiast zapaliła mi się w głowie czerwona lampka ostrzegawcza. Po pierwsze dlatego, że miałam pewność, iż z żadnym podatkiem nie zalegamy. A po drugie: dziwnie mi brzmiały zapisy dotyczące zasad podatkowych. Mówiąc wprost, w liście były bzdury. Choć napisane fachowym językiem - śmieje się pani Karolina. Dlatego postanowiła ostrzec innych Czytelników „Gazety Lubuskiej - bo sama jest naszą prenumeratorką. - Pewnie takich listów poszły w Polskę tysiące. Zakładam, że większość adresatów wychwyci próbę naciągnięcia, lecz wolę ostrzec tę resztę - mówi. Tomasz Rusek - Od początku czułam, że coś jest nie tak. W liście nie było żadnego numeru kontaktowego, a przywoływane przepisy wydały mi się bardzo nieprecyzyjne - mówi „GL” Karolina Kapałczyńska. Ani widu, ani słychu Wzięliśmy „kancelarię” pod lupę. Piszemy o niej w cudzysłowie, ponieważ to żadna kancelaria. I nie ma nic wspólnego z rządem. Bo choć w adresie internetowym ma skrót „gov”, który jest przypisany państwowym instytucjom, to... jest to tylko sprytny wybieg. Po „gov” jest bowiem cywilna końcówka „ Nie ma też telefonu! Jest za to adres. Ustaliliśmy, że to ten sam, który policja sprawdzała już w związku z podobnym oszustwem. Inna kancelaria - ale także z ul. Czerniakowskiej w Warszawie - rozsyłała do firm pisma z żądaniem pieniędzy za odpisy z Krajowego Rejestru Sądowego, które są... powszechnie dostępne. Nabrać dało się wówczas niemal 1 tys. firm z całego kraju (uwaga: czekamy na dane z warszawskiej prokuratury, która obiecała nam przedstawić wyniki tej sprawy). Nagromadzenie przepisów i prawniczy język mogą zmylić. Bo... nic nie znaczą Ustaliliśmy też, że przed pismami wysyłanymi z tego adresu ostrzegało Ministerstwo Sprawiedliwości. Sposób działania był wówczas identyczny. Pismo pełne zawiłych prawniczych sformułowań udawało urzędowy dokument. I mnóstwo wystraszonych ludzi płaciło, bez sprawdzania, komu wysyłają pieniądze. Fachowcy nazywają to łowieniem siecią: naciągacze wysyłają tysiące listów czy wezwań i liczą, że złapią w sieć kilka naiwnych rybek... Taki prosty trik Doktor prawa Krzysztof Grzesiowski, ekspert od prawa cywilnego i handlowego, który pomógł już wielu naszym Czytelnikom w prawniczych zagadkach, nie ma wątpliwości: - Zanim komukolwiek wyślemy choćby najmniejszą kwotę, upewnijmy się, że nie płacimy oszustowi. Jak? Poważna i prawdziwa instytucja podaje numery kontaktowe, umożliwia rozmowę z pracownikiem i weryfikację danych. To absolutne minimum - słyszymy od prawnika. Ze swojej strony polecamy dodatkowe zabezpieczenie: internet! W przypadku masowych oszustw (czy prób naciągania), łatwo odnaleźć podobne sygnały za pomocą zwykłej wyszukiwarki. Można w nią wpisać albo nazwę instytucji, która czegoś od nas chce, albo np. frazę z pisma. W ten sposób szybko może się okazać, że wybieg oszustów, który próbują na nas zastosować, był już opisany w innej części kraju. Najgorsze, co możemy zrobić, to wystraszyć się gróźb i kar z pisma. A potem pędem wpłacić pieniądze na podane w liście konto... A najlepsze? - Iść na policję - radzi Grzesiowski. To samo mówi Tomasz Bartos z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie: - Prosimy o zgłoszenia choćby próby oszustwa. Wtedy możemy działać - mówi policjant. Możecie też dać znać „GL”. Czekamy na sygnały!
Kuroko czuł na twarzy ciepłe promienie słońca. Niebo tego dnia było nieskazitelnie czyste, bez choćby najmniejszego białego obłoczka; podobnie spokojne zdawało się być morze. Szumiało cicho, a drobne fale raz po raz pluskały o brzeg, próbując sięgnąć bosych stóp Tetsuyi. Błękitnowłosy wpatrywał się w wodę, mrużąc przy tym oczy. Gdzieś w oddali widział przepływającą niedużą łódkę o białych żaglach, wyróżniającą się na tle monotonnego błękitu. Woda z pewnością była ciepła, nagrzana słońcem. Kuroko naszła ochota, by zanurzyć się w niej, popłynąć jak najdalej, sprawdzić swoje możliwości. – Tetsuya!- za sobą usłyszał natarczywe wołanie Akashiego; tak jakby mężczyzna już od dłuższej chwili próbował zwrócić jego uwagę. Odwrócił się, spoglądając niepewnie na stojącego za nim Seijuurou. Mężczyzna miał na sobie jedynie kąpielówki. Czerwone włosy drgały w letnim wietrze, jedno czerwone i jedno złote oko spoglądało na Kuroko z niejakim rozbawieniem. – Pytałem, dlaczego nie wejdziesz do wody? – Dlaczego...- powtórzył cicho Tetsuya, z zaskoczeniem patrząc na uśmiech Akashiego. Był taki... zwyczajny. Taki ciepły. Zupełnie jak dawniej, jak w czasach, kiedy byli razem, kiedy nikt ani nic nie próbowało ich rozdzielić. Gdy byli szczęśliwi. Gdy byli tylko dla siebie. – To ja się ciebie pytam – westchnął Seijuurou, jeszcze bardziej rozbawiony. Skinął w kierunku plażowych ręczników i parasola za swoimi Chodź. Skoro nie możesz się zdecydować, to zjedz ze mną arbuza. Kuroko jeszcze przez chwilę stał w miejscu, po czym odwrócił się i podążył za Seijuurou. Szedł dziwnie powoli, jakby był ospały, albo zmęczony – nawet, jeśli żadnego zmęczenia czy otumanienia nie odczuwał. Stanął przed ręcznikami, patrząc jak Akashi pochyla się nad dużym koszem piknikowym i wyciąga z niego arbuza. Uniósł go na wysokość swojej twarzy i przyjrzał się mu z uśmiechem. Następnie odwrócił się do Kuroko i podał mu go. – Pokroisz go dla mnie?- zapytał. Tetsuya skinął głową, przełykając ślinę. Głos Akashiego był łagodny, przyjazny. Wziął do rąk arbuza, przyglądając mu się. Pamiętał, że on i Akashi czasami raczyli się nim w upalne dni w swoim mieszkaniu, oglądając nudne filmy na kanapie w salonie i leniuchując. – Głos Akashiego nagle się zmienił. Wciąż był łagodny, ale teraz sprawiał wrażenie, jakby Seijuurou upominał o coś błękitnowłosego. Jakby karcił niegrzeczne dziecko. Kuroko spojrzał na niego, skruszony. Akashi coś mu podawał. Nóż? Kuroko musiał znów się zamyślić, przez co Seijuurou zmuszony był go ponownie kilka razy zawołać... czy tak? Tetsuya spojrzał na nóż, który trzymał w ręce Akashi. Jego ostrze skierowane było prosto ku niebu, Seijuurou zaciskał uchwyt w pięści. To był duży nóż, o wiele za duży jak do pokrojenia takiego małego arbuza. Kuroko chciał mu o tym powiedzieć. Spojrzał w oczy Seijuurou, ale ten opuścił je na trzymanego przez Tetsuyę arbuza. Kuroko również opuścił wzrok na dół. W dłoniach trzymał głowę Kagamiego Taigi. – Aaah!- krzyknął z przerażeniem, otwierając oczy i podrywając się na łóżku. – Kuroko!- Pochylający się nad nim Kagami odskoczył do tyłu, przestraszony jego nagłym zrywem. Tetsuya, dysząc ciężko, spojrzał na niego, przez chwilę nie mogąc sobie przypomnieć, gdzie się znajdował i skąd wziął się tu Taiga. – Kagami-kun...- sapnął cicho, starając się uspokoić oddech i rozszalałe w piersi serce. – Trochę się wierciłeś, więc chciałem cię obudzić...- wymamrotał Taiga, przełykając Wydawało mi się, że śni ci się koszmar. – Mmm...- Kuroko wziął głęboki oddech, podnosząc się ostrożnie do pozycji W porównaniu z poprzednimi, ten był prawie przyjemny... – Zrobiłem kakao – powiedział Kagami, a Tetsuya uzmysłowił sobie, że rzeczywiście czuje zapach Wolałem cię teraz obudzić, bo potem nie zaśniesz w nocy. Kuroko westchnął cicho, odrzucając od siebie koc i wstając z łóżka, czy raczej z kanapy, którą rozłożył dla niego Kagami. Przetarł dłońmi twarz, podchodząc za Taigą do stolika, na którym ustawiono trzy kubki kakao. Tetsuya przystanął. – Twój chłopak wrócił? – Mhm. Bierze prysznic, ale za pół godziny i tak wychodzi. Zdążysz go przynajmniej poznać i streścić mu swoją sytuację. Większość i tak wie ode mnie. Już dawno mu o tobie opowiadałem. – To dość...- Kuroko szukał w głowie właściwego Powiedziałbym „kłopotliwa” chwila w takim wypadku. Czy twój chłopak nie jest zazdrosny? Kagami zarumienił się lekko i odchrząknął. – Cóż, nawet jeśli, to raczej tego nie okazuje – mruknął, spoglądając w kierunku drzwi Myślę, że jest na tyle wyrozumiały, że potrafi pogodzić się z prawdą o naszych relacjach. Nie łączy mnie z tobą to, co kiedyś, ale jesteś dla mnie ważny. – Ty dla mnie również – powiedział cicho Tetsuya, siadając powoli na krześle i wbijając wzrok w kubek parującego Dlatego wolałbym, żebyś dał sobie spokój z pomysłem ratowania mnie, zabrał swojego chłopaka i uciekł z nim jak najdalej. Nie myśleliście o tym, żeby opuścić kraj? Przecież sporo czasu w dzieciństwie spędziłeś w Ameryce, znasz dobrze angielski. Może spróbujecie właśnie tam? – Kagami wzruszył Ale to zależy też od Tatsuyi, a nie tylko ode mnie. Nie wierzysz w niego, bo nie masz specjalnych podstaw, ale jeśli ktoś jest w stanie wspomóc nasz kraj i oczyścić go z takich kanalii jak Akashi, to tym kimś jest właśnie Tatsuya. Drzwi do łazienki otworzyły się i u progu pojawił się wysoki mężczyzna. Kuroko obrócił ku niemu głowę, przyglądając mu się z zainteresowaniem. Był to pierwszy partner Kagamiego po jego związku z Tetsuyą, błękitnowłosego ciekawiło więc, z kim związał się jego były. Tatsuya okazał się być zupełnie różny od Kuroko. Wysoki i szczupły, ale dość szeroki w ramionach – zupełne przeciwieństwo Kuroko, który był niski i raczej wątły, choć mięśni mu nie brakowało. Tatsuyę wyróżniały również przydługie czarne włosy, z zakrywającą lewe oko grzywką oraz małym pieprzykiem pod prawym. Choć mężczyzna z pewnością był przystojny, na jego twarzy widać było wyraźne ślady zmęczenia, zapewne spowodowane niebezpieczną i stresującą pracą. Kuroko wstał od stołu, by przywitać się z chłopakiem Kagamiego. – Widzę, że Taiga postanowił cię już obudzić – powiedział mężczyzna, podchodząc do niego z uśmiechem na twarzy i wyciągając ku niemu Himuro Tatsuya, partner Taigi. Miło mi cię poznać. – Mnie również jest miło, Kuroko założył, że mężczyzna jest od nich starszy, bo na takiego właśnie Nazywam się Kuroko Tetsuya. Jestem tym nieszczęśnikiem, o którym, zdaje się, wspominał ci Kagami-kun. – „Kagami-kun”?- Himuro zerknął z uśmiechem na Jeśli dobrze kojarzę, byliście kiedyś parą? – Tak – odparł spokojnie Stare dzieje... – Nigdy nie zwracaliśmy się do siebie po imieniu – wyjaśnił Kagami, rumieniąc się lekko i przecierając dłonią A Kuroko już tak ma, że do wszystkich zwraca się grzecznościowo... – Ahh, już rozumiem!- Himuro uśmiechnął się szerzej, znów odwracając do Usiądźmy, Kuroko. Taiga już jakiś czas temu opowiadał mi o nieprzyjemnościach, jakie cię spotkały. Akashi Seijuurou, co? Czołówka Czarnej Himuro zajął miejsce przy stoliku, dosuwając sobie Zanim poznałem Taigę, był nawet moim celem, ale ciężko było trafić na jego ślad. Więc to dlatego był taki nieuchwytny. Podążał za tobą. – Nie mów tak, jakby to była jego wina – skarcił go łagodnie Kuroko niczym nie zawinił. To Akashi jest popieprzony. – W to nie wątpię – westchnął Tatsuya, upijając łyk Czyli Akashi kieruje się jednak jakimiś motywami?- zapytał, patrząc z powagą na Pozbywa się osób mających jakikolwiek związek z tobą, czy może po prostu zabawia się po drodze, goniąc za tobą? – I jedno i drugie – mruknął w odpowiedzi Kuroko, spuszczając Zaczęło się od mordowania moich bliskich... a potem, podczas ścigania mnie, ofiarą padał każdy, kto miał ze mną jakikolwiek bliższy kontakt. – Opowiedz mi o wszystkim, Kuroko – poprosił Od deski, do deski: jak to się wszystko zaczęło, dlaczego się zaczęło, jak wyglądało dotychczas twoje uciekanie. Powiedz mi wszystko, co wiesz o Akashim Seijuurou. – Jaki w tym sens, Himuro-san?- zapytał spokojnie Przecież to nie tak, że jeśli dowiesz się tego wszystkiego, znajdziesz sposób na to, by go złapać. – Nie chcesz, żeby został złapany? – Chcę – odparł Chciałbym w końcu zaznać spokoju w życiu. Ale wiem, jaki jest Akashi-kun i wiem, że bez względu na wszystko nikt z nim nie wygra. – Może odnosisz takie wrażenie, ponieważ przywykłeś do przegrywania z nim – powiedział Tatsuya. Miałem już do czynienia z nie jednym psychopatą i każdy jeden był niebezpieczny, ale, jak zapewne możesz wywnioskować z faktu, że siedzę tu teraz z wami, każde starcie wygrałem. Z Akashim był o tyle problem, że nie znałem jego portretu psychologicznego. Nikt nic o nim nie wie, prócz tych oczywistych faktów, takich jak ten, że przed wojną skończył dobre studia i został dyrektorem firmy ubezpieczeniowej, miał słabe kontakty z ojcem, a także sypiał ze swoją sekretarką. Kuroko przełknął ciężko ślinę i zacisnął lekko dłonie na swoim kubku. Nadia. Tak miała na imię sekretarka, z którą Akashi sypiał. Tak miała na imię ta, która przyczyniła się do ich rozstania. Tak miała na imię pierwsza ofiara Seijuurou. Tetsuya nigdy w życiu nikogo nienawidził tak bardzo, jak jej. Nawet, jeśli było mu jej żal z powodu okrutnej śmierci, jaka ją spotkała. – Jesteś tak naprawdę jedyną pozostałą przy życiu osobą, która zna Akashiego Seijuurou – ciągnął dalej Jedyną, która zna go najlepiej. Bo przecież mieszkałeś z nim, prawda? Byliście parą, więc z pewnością wiesz, jaki Akashi Seijuurou był prywatnie; czy pokazywał inną twarz? Może bił cię, poniewierał tobą, albo groził? Kuroko aż się uśmiechnął, kręcąc głową. Rozbawienie jednak szybko minęło, kiedy przypomniał sobie chwile, kiedy dzwoniła komórka Akashiego, a on, zamiast zwyczajowo odebrać telefon, wyciszał dźwięki; jego wymijające odpowiedzi na pytanie, kto dzwonił, kto pisał, czego chciał. Tetsuyę czasem to irytowało, czasem bardzo złościło, ale ufał swojemu chłopakowi. Był mu ślepo oddany. – Nie robił nic takiego – odpowiedział Kuroko na pytanie Akashi-kun był aniołem. Nigdy mnie nie skrzywdził; nie potrafiliśmy się nawet kłócić. Czasem dochodziło tylko do niewinnych sprzeczek, ale szybko odchodziły w zapomnienie. I, zanim coś zasugerujesz, Himuro-san: Akashi-kun nie miał wówczas żadnej ukrytej natury. Średnio lubił horrory, nie ekscytowały go żadne krwawe sceny, nie interesował się mordercami i psychopatami. Jego myśli pochłaniała praca i zwykłe, codzienne życie ze mną. On... on nigdy mnie nawet nie obraził. – Wobec czego jak to się stało, że zaczął cię ścigać? Jak to się stało, że zaczął mordować? Kuroko milczał przez chwilę, zbierając myśli. Tyle razy przez to przechodził. Tylu ludziom, którzy chcieli w mniejszym czy większym stopniu pomóc mu, opowiadał o sobie i o tym, jak doszło do tego, że przestał być panem własnego życia. Każda z tych osób już nie żyła. Czy jeśli powie teraz Kagamiemu i Himuro swoją historię, zmieni to coś? Czy niespodziewanie znajdą rozwiązanie i uratują Tetsuyę? Ale kosztem czego? Kagami może zginąć. Himuro również może utracić życie. Jeśli i oni zostaną zabici, Kuroko nie będzie miał już nikogo. Do tej pory pocieszał się chociaż myślą, że Taiga był jedyną osobą, jakiej Akashi nie zdołał mu odebrać. A teraz... – Wiem, co myślisz, Kuroko – powiedział nagle Martwisz się o mnie, martwisz się, że zginie też mój chłopak. Ale jeśli nie zaryzykujemy teraz całą trójką, to co ci pozostanie? Dalej uciekać i dalej zostawiać za sobą trupy? Masz niepowtarzalną okazję nie, żeby wykorzystać kogoś do pomocy, ale żeby skorzystać z czyichś dobrych chęci. Przestań się tak uparcie opierać i pozwól nam ci pomóc. – Nie masz pojęcia, ilu ludzi już próbowało, Kagami-kun...- westchnął Kuroko. – Tak, tak, i każdy zginął – westchnął również Ale ja i Tatsuya póki co nie ruszamy się z Japonii. Kiedy Akashi się tutaj zjawi, a na pewno się zjawi... to chcemy być gotowi. Pomóż nam, Kuroko. Nie tyle dla siebie, co dla reszty społeczeństwa. Trzeba ubić tego dupka, wykorzystać każdą szansę, jaką dostaniemy. Ty jesteś naszą najlepszą. – Naprawdę wierzycie, że to się uda?- nie dowierzał Sądzicie, że uda wam się przechytrzyć Akashiego-kun? – Wystarczy, że doprowadzimy do jakiegokolwiek starcia – powiedział Nas jest trzech, on jest tylko jeden. – Akashi-kun pozbywał się w pojedynkę większych, bardziej zorganizowanych grup – mruknął Ale dobrze, niech będzie. Opowiem wam wszystko, co wiem o Akashim-kun, choć nie sądzę, by cokolwiek z tych informacji miało was natchnąć. – Przekonajmy się – powiedział Himuro, uśmiechając się lekko do Kuroko. Tetsuya spojrzał na niego z odrobiną zrezygnowania. Wziął głęboki oddech a potem wypuścił go powoli. Zaczął swoją opowieść.
FilmNi vu, ni connu19581 godz. 35 min. {"id":"130471","linkUrl":"/film/Ani+widu%2C+ani+s%C5%82ychu-1958-130471","alt":"Ani widu, ani słychu","imgUrl":" małego miasteczka dąży do aresztowania okolicznego kłusownika zaopatrującego miejscową ludność we wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego. Więcej Mniej {"tv":"/film/Ani+widu%2C+ani+s%C5%82ychu-1958-130471/tv","cinema":"/film/Ani+widu%2C+ani+s%C5%82ychu-1958-130471/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Francja, małe, prowincjonalne miasteczko, gdzie życie biegnie swoim spokojnym torem, i gdzie wszystko zdaje się być w jak najlepszym porządku. Wszystko oprócz jednego problemu, który niezmiennie od 20 lat wiąże się z nielegalną działalnością Pana Blaireu (Louis de Funes), drobnego kłusownika zaopatrującego okoliczną ludność w upolowanąFrancja, małe, prowincjonalne miasteczko, gdzie życie biegnie swoim spokojnym torem, i gdzie wszystko zdaje się być w jak najlepszym porządku. Wszystko oprócz jednego problemu, który niezmiennie od 20 lat wiąże się z nielegalną działalnością Pana Blaireu (Louis de Funes), drobnego kłusownika zaopatrującego okoliczną ludność w upolowaną przez siebie zwierzynę. Lokalne władze w postaci mera (Frédéric Duvallès) i ślamazarnego policjanta Parju (Moustache) robią wszystko co tylko możliwe, by położyć kres temu procederowi. Jednak przyłapanie Blaireu na gorącym uczynku wcale nie jest taką łatwą sprawą. Film nakręcono w Semur-en-Auxois i Braux (Francja). Okres zdjęciowy trwał od 19 sierpnia do 10 października 1957 roku. Czy ktoś posiada link do filmu Ani widu, ani słychu ? absolutna dziecinada, ale daję się nawet obejrzeć, 5/10
ani widu ani słychu cały film