Spejson wyrzuca golfa, po czym włącza się alarm. Opis: podczas testu siły Spejsona po wypiciu „Zewu Puszczy” i nawdychaniu się toksycznych oparów z chińskiego lakieru. Źródło: odcinek 157; Spejson: Nagrywasz? Wojtas: Nie kurwa, pornosa oglądam! Spejson: Aaa, to poczekam. Co?! Ej no weź, mam mało internetów! Kilka dni, a czasem tygodni po tym, gdy pojawi się kleszcz u psa, objawy mogą zacząć być widoczne. Nie występują zawsze – czasem patogenów jest zbyt mało, aby pies zachorował. Innym razem okres żerowania jest zbyt krótki. Czasem zdarza się też, że sam kleszcz nie był nosicielem choroby. psy pozostające w kontakcie z małymi dziećmi lub osobami o obniżonej odporności. Psy należy wówczas odrobaczać co miesiąc. Psy biorące udział w wystawach, zawodach sportowych itp. imprezach powinny zostać odrobaczone maksymalnie 4 tygodnie przed oraz 2-4 tygodnie po imprezie. Dodatkowo każdy pies musi być odrobaczany na 7 dni Pies nigdy nas nie ocenia, nie potrafi być długo obrażony, a naszą obecność ceni sobie ponad wszystko. Jego wierność i bezwarunkowa miłość potrafi łamać serce i wzruszać na co dzień, a co dopiero wtedy, kiedy nagle w jej miejsce pojawia się pustka po psim przyjacielu. Czy na taką stratę można się przygotować? Przyjmuje się, że podkarmianie pszczół powinno trwać do 5-15 września. Może się ono jednak przedłużyć z powodu wystąpienia późnych pożytków. Nie jest to co prawda zjawisko korzystne, gdyż odbija się na jakości zimowli oraz wiosennym rozwoju pszczół. Istnieje jednak rozwiązanie. Rejestracja psa. Możesz wziąć udział w programie rejestracji psów, w ramach którego Twój pies zostanie wytatuowany, oznaczony lub otrzyma mikroczip z numerem, opisującym dane właściciela. Pomaga to w odnalezieniu zaginionych lub błąkających się zwierząt. Większość weterynarzy już oferuje takie usługi. . Trudno dziwić się takiej decyzji. Adoptujesz psa, kupujesz mu polecaną w telewizji karmę, wyprowadzasz trzy razy dziennie pod blok, co roku szczepisz przeciwko wściekliźnie. Kładziesz mu koc w kuchni, żeby miał na czym spać. Po prostu robisz wszystko, co trzeba robić z psem. I ten nakarmiony, wyprowadzony, zaszczepiony pies nagle zaczyna ci chorować. Widać tak ma, widać to jego czas. Zrozumiałe jest jeszcze podejmowanie próby leczenia psa, za którego dało się kilka tysięcy złotych… Ale adoptowanego kundla to chyba już lekka przesada – po to przecież go brałeś, by zaoszczędzić. Odstawiasz więc Franka tam, skąd przyszedł. To oni dali ci takiego psa, niech teraz sami go usypiają. Po wykonaniu kilku badań okazało się, że Franek cierpi na niewydolność nerek. Zatrucie organizmu skutkowało między innymi nawracającymi wymiotami i brakiem apetytu, a w konsekwencji wychudzeniem i poważnym osłabieniem. Zniszczonych tak poważną chorobą nerek już się nie naprawi. Specjalistyczna karma, kroplówki i leki sprawiły jednak, że po trzech miesiącach zwierzak przybrał trochę na wadze, stanął na łapach i coraz chętniej wychodził na krótkie spacery. Wbrew woli dawnej „opiekunki”, zamiast śmiertelnego zastrzyku Franek otrzymał opiekę, która pozwoliła mu stanąć na nogi i sprawiła, że zwierzak mógł cieszyć się jeszcze dwoma latami życia wolnymi od bólu i choroby. Niestety organizm staruszka poddał się podczas epidemii nosówki w schronisku. Gdyby został w domu i był odpowiednio leczony, z pewnością towarzyszyłby kobiecie jeszcze przez kilka lat. Przypadek Franka opowiedziała nam pracownica dużego schroniska. Imię psa zostało zmienione. „Przecież jest agresywny” Nie zawsze zaniedbany pies cierpi z powodu złej woli, braku empatii czy przedmiotowego traktowania żywej istoty. Wielu opiekunów psów nie zdaje sobie nawet sprawy, że niektóre zachowania domowego czworonoga (nawet z pozoru błahe albo zupełnie niezwiązane ze zdrowiem) mogą być objawem mniej lub bardziej poważnych problemów zdrowotnych. A już tym bardziej, że sprawiają zwierzęciu dyskomfort i wymagają odpowiedniego leczenia. Jeśli psiak ma dużo szczęścia, nagle pojawiająca się, silna agresja związana z odczuwanym przez niego bólem skłoni opiekuna do szukania porady u behawiorysty. Niestety trafienie na eksperta, który spojrzy „głębiej” i przed zastosowaniem wymyślnych terapii zasugeruje gruntowny przegląd zdrowia, będzie już sukcesem na miarę wygrania na loterii. Brak bryzgającej krwi, lejącej się ropy, dobry apetyt i rozmerdany ogonek świadczą przecież o doskonałym zdrowiu psiaka i w myśl zasady: „jeśli się rusza, to nie trzeba leczyć, bo zdrowy; jeśli się nie rusza, to już za późno” zwierzaka żaden weterynarz oglądać nie będzie. No bo po co, skoro zdrowy, tylko mu się w głowie pomieszało. Albo po prostu tak ma i już. „On tak ma od zawsze” Ugryź miał charakter adekwatny do imienia. Dobitnie pokazywał, że nie życzy sobie dotyku – na wyciągniętą rękę szczerzył zęby, kucających przy nim ludzi omijał szerokim łukiem, a gdy na spacerze niechcący zaplątał się w smycz, dostawał ataku histerii i gryzł wszystko, co sięgnął pyskiem. No taki się trafił, tak ma od zawsze. Niewielkie rozmiary Ugryzia sprawiały jednak, że nie stanowił on zbytniego zagrożenia dla otoczenia, a na osiedlu uchodził za małego, pociesznego potworka i postrach wszystkich psów. Niestety, jak to w życiu bywa, opiekunce się zmarło, a jej rodzina szybko podzieliła majątek… dziwnym trafem zapominając o istnieniu zębatego malucha. Ugryź trafił więc do schroniska, lecz nawet po tak dużej życiowej zmianie zachował swój wyjątkowy charakterek. Nic dziwnego, tak ma przecież od zawsze. A jednak coś nas tknęło. Mały, puchaty piesek sprawiał wrażenie, jakby chciał kontaktu – do wyciągniętej z przysmakiem ręki zaczął radośnie podbiegać, zapoznanym wolontariuszkom ochoczo pakował się na kolana (o ile tylko go nie głaskały), nawet z innymi psami flirtował jak prawdziwy amant, o ile był od nich odgrodzony siatką… Przy okazji kastracji u psiaka wykonane zostało badanie RTG, które wykazało zaawansowaną spondylozę kręgosłupa i zwyrodnienia w obrębie stawów. Maluchowi przepisane zostały więc odpowiednie leki i suplementy, mające za zadanie zminimalizować odczuwany przez psiaka dyskomfort i zapobiegać pogłębianiu się stanów zwyrodnieniowych. Szybko okazało się, że za agresywne zachowanie Ugryzia odpowiadał właśnie ogromny ból związany z wieloletnimi zaniedbaniami tych problemów… Od czasu, gdy Ugryź trafił do schroniska, minęły trzy lata. Mały, puchaty piesek adoptowany został przez jedną z naszych wolontariuszek. Wolny od bólu dzięki podawanym mu lekom, suplementom i rehabilitacji powoli nauczył się, że dotyk człowieka nie sprawi mu już więcej przykrości… i stał się prawdziwym przytulakiem! fot. Adobe Stock, Teodor Lazarev Nie mam w zwyczaju wtrącać się w cudze sprawy i byłoby miło, gdyby reszta świata odwzajemniała to moje uprzejme niezaangażowanie i dała mi święty spokój. Niestety nie ma tak dobrze. Co jakiś czas świat przypomina sobie o mnie i wali w drzwi, informując na przykład, że: „Znowu mnie pani, do cholery ciężkiej, zalała!”. Albo wzywa mnie Urząd Skarbowy, twierdząc, że jestem oszustką podatkową, bo zalegam im osiemdziesiąt groszy. Nawet mąż i dzieci są w tym spisku, bo ciągle czegoś ode mnie chcą; ale im akurat wybaczam, bo ich kocham. Natomiast, gdybym tylko mogła, w ogóle przestałabym wychodzić z domu. Byłoby pięknie! Świat i jego sprawy zostałyby sobie tam, za drzwiami, a ja zostałabym sobie tu, na kanapie. Niestety czasami muszę się zwlec z kanapy i wyjść. Choćby po zakupy. Kiedy świeci słońce, jest fajnie. A kiedy pada deszcz, też jest fajnie, bo mało ludzi się szwenda i mniejsza szansa, że się ktoś przyczepi. Tego dnia było brzydko i chłodno Cudownie! Rodaków jak na lekarstwo; czym prędzej więc załatwiłam sprawy w pobliskim sklepie. Szczęśliwa, że znów mi się udało, obniżyłam czujność i... wlazłam wprost na awanturę. Z jednej strony stała trójka zażywnych niewiast, odzianych ciepło i gustownie, objuczonych pełnymi siatkami. Z drugiej strony przytupywała mizerna kobieta, a do jej ręki tuliła się mała dziewczynka; obie ubrane były za lekko i raczej mało gustownie, zaś z ich pustawej siatki prześwitywała marchewka i paczka makaronu. Pośrodku sceny siedział chudy pies i żarł kiełbasę. Dokładnie tak, pożerał ją jak wygłodniały wilk. Nad jego głową zaś toczyła się walka: jedna z niewiast wyrywała chudej kobiecie sznurek robiący za smycz. Nie szło jej łatwo, bo chudzinie ręce skostniały, ale w końcu pani w kapeluszu i płaszczu z futerkiem wygrała. Nie lubię się wtrącać w nie swoje sprawy, ale czy to się tak da? Chciałam się przemknąć bokiem, jednak nic z tego. – Stać! – wrzasnęła babka ze sznurkiem. – Będzie pani za świadka. – A założymy się? – wymruczałam hardo, ale za cicho. – Jak tak można zwierzę zagłodzić? – biadoliła druga z niewiast, podczas gdy jej upasiony pudel dwa metry dalej robił kupę na chodnik. Istotnie, w życiu nie widziałam tak chudego psa jak ten, który właśnie wykańczał kiełbasę. Można mu było policzyć kości przez zapadniętą po bokach skórę. – I nawet porządnej smyczy nie ma, ani obroży, tylko nędzny sznurek. Bidulek, ledwie na nogach stoi, no, niech pani spojrzy... – użalała się nad kundlem trzecia z pań, w eleganckim berecie. Też prawda. Za to owczarek pani w berecie stał dziarsko nawet na trzech nogach; czwartą podniósł, żeby obsikać róg sklepu. Przykra sprawa, ale nie moja. Zrobiłam krok w tył, ale babka w kapeluszu, najbardziej czujna, złapała mnie za rękę. – Jak tak można?! – rozdarła się, kierując swój gniew w stronę chudej kobiety. Ta drżała ze strachu i z zimna, podobnie jak jej córka. – Policję już wezwałam i tych ze schroniska... – ...i jeszcze straż pożarną, i pogotowie – dorzuciłam, ale nikt mnie nie słuchał. Pies zeżarł kiełbasę i wąchał wokół ze stulonymi uszami. – Już ci dałam, co mogłam! – prawie łkała ta od pudla. – Całą parówkę. Przecież nie mogę dać ci wątróbki Pyziaczka, prawda? – potargała za uchem utytego psa, który właśnie skończył się załatwiać. – Ja też nic więcej nie mam! – zajęczała kobitka w berecie. Owczarek spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Skandal, kryminał! Jak można tak traktować zwierzę? – powtarzała w kółko babka w kapeluszu. – On nie chciał jeść... albo wymiotował – wymamrotała niewyraźnie właścicielka psa i wyciągnęła rękę po sznurek. – Niech zabiera tę rękę! Ciekawe, czym go karmiła? Trocinami?! Nie chciał jeść, dobre sobie. A tu jakoś nie wybrzydzał, zjadł parówkę, zwyczajną, salceson, pasztetkę, wszystko jak leci. I wcale nie zwrócił. Niech pani też mu coś da! – zażądała ode mnie wojownicza niewiasta. Sięgnęłam po bułkę. Zjadł, pomachał ogonem i wsadził pysk w moją torbę. – No widzi pani? Widzi, jak go upodliła? Wszędzie szuka jedzenia! Sytuacja robiła się coraz bardziej nieprzyjemna Chuda kobieta i jej córka ze smutnymi minami popatrywały na psa, który łasił się do każdego, ale chyba bardziej ze strachu niż z przyjaźni. Niewiasty patrzyły wrogo, a ja nie wiedziałam, co myśleć. Zabiedzona kobieta nie wyglądała na dręczycielkę zwierząt, chociaż jej pies przypominał kościotrupa. Z drugiej strony słowa na swoją obronę nie powiedziała, prócz tekstu o jadłowstręcie i wymiotach, który nawet mnie nie przekonał. „No, powiedzże coś, kobieto, zamiast tak stać jak niemy wyrzut sumienia” – poganiałam ją w myślach. Ale kobieta nic nie powiedziała. Trzęsła się, bała, ale nic nie mówiła i... nie odchodziła. Przecież gdyby była taka podła, zwyczajnie by sobie poszła, a ona... O rany, jak ja nie cierpię opowiadać się po którejś ze stron! Niestety czasami nie mam innego wyjścia. Dlatego nie lubię opuszczać mieszkania; ledwie wychylę nos za próg, zaraz w coś się muszę wplątać. – Proponuję podać sobie ręce i rozejść się do domu – rzuciłam pokojowo. – Dziewczynka gotowa dostać zapalenia płuc. – Zwariowała pani? – zaatakowała mnie ta od pudla. – On u nich zdechnie z głodu. Nie wolno go zostawić z tą kobietą! Jak można doprowadzić psa do takiego stanu? – No właśnie... – chrząknęłam znacząco i wskazałam głową Pyziaczka, który bardziej przypominał baleron niż pudla. – A jak przyjdą municypalni, to wlepią pani mandat za zanieczyszczanie miejsc publicznych. – Tym razem wskazałam parującą nieopodal kupę. – No wie, pani? – zapięła pudlowi smycz i odeszła. Kupa została. – Czego się pani czepia, co? Prosił kto panią na adwokata? – ruszyła na mnie ta w berecie. – Przecież ślepy widzi, że temu psu źle się dzieje. – Nie znamy wszystkich okoliczności. Może był chory, może tej pani nie stać na karmę... – Jak kogoś nie stać na zwierzę, nie powinien go mieć. – Poza tym kasza ze słoniną nie kosztuje wiele – dodała swoje pani z futerkiem i spojrzała na mnie z triumfem. Co racja, to racja. Czekałam na jakiś cud i… w końcu się doczekałam! Sama nie wiem, czemu tak uparcie broniłam tej kobiety. Smutny fakt w postaci wygłodzonego psa mówił sam za siebie. Jedynie nieszczęście malujące się na twarzach matki i córki, kazało mi wierzyć, że czegoś nie wiemy, że coś ważnego nam umyka… – Jak przyjadą ze schroniska, uśpią zwierzaka i tyle – myślałam na głos. – Nie ma się co łudzić. – Otóż to. Doprowadzić psa do takiego stanu to zbrodnia. Kolegium dla takich to za mało! – syknęła paniusia w kapeluszu. – Zresztą ja już wcześniej widziałam tego psa, jak grzebał w śmietniku. Widać od dawna go tak głodzą! Stałyśmy dookoła psa. Pani w berecie, pani w kapeluszu, matka z córką i ja, marząca o gorącej herbacie i jakimś cudzie. – Co tu się dzieje? – ciszę przerwał tubalny głos. Niewiasty przekrzykiwały się nawzajem, relacjonując sprawę; widać liczyły na kolejnego sprzymierzeńca. – Ja tego psa znam – przerwał im mężczyzna. – Ja też – dorzuciła natychmiast babka w kapeluszu. – To czemu nie zabrała go pani do siebie? – padło zdumiewające pytanie. – Do... siebie? – pańcia otworzyło szeroko oczy. – Tak. Błąka się po naszym osiedlu od miesiąca. – Otóż to, głodny, zmarznięty! Skandal, granda! – A pewnie, że skandal – wycedził przez zęby mężczyzna – i to jaki. Bo ja tę panią – wskazał brodą kobietę z dzieckiem – też znam. I powiem jedno: to dobra kobieta. – Phi! – parsknęła paniusia w berecie. – Też mi dobra. Dzieciak ubrany jak na lato, pies ledwie łazi, niektórzy ludzie nie mają rozumu ani serca. – To wy nie macie serca ani rozumu! – wydał wyrok pan w kurtce. – Ta pani, mimo trudnej sytuacji, wzięła do siebie przybłędę, którego nikt inny nie chciał! I jaka ją za to nagroda spotyka? No? Pani odda ten sznurek, ale już! – Nie oddam – szepnęła zawzięcie kobieta w kapeluszu. – Czekamy na policję, oni rozsądzą. – Niech rozsądzają, ale i tak nie pozwolę zabrać psa tej pani. Będę tu stał choćby do jutra. Wzięła go, pomogła, a wy? Policją ją straszycie? Ech, szkoda gadać. – Mogła coś mówić, mogła się bronić, ale milczała. Swoje wiem! – nie zamierzała ustąpić pani w kapeluszu. – Dobra, poczekamy tu sobie. Ale nikt, nawet policja, nie zabierze jej tego psa. Po moim trupie! Zapadła niezręczna cisza. Matka z córką przytuliły się do siebie. Pan zdjął kurtkę i okrył nią dziewczynkę. Paniusia w berecie przestąpiła z nogi na nogę i tęsknie zerknęła w stronę bloku. Pańcia w kapeluszu uniosła futrzany kołnierz, bo ziąb robił się coraz większy, rozluźniła uchwyt... Pies wyrwał się i popędził do kolejnej osoby wychodzącej ze sklepu. Wsadził nos w siatkę, skulił uszy i prosząco zaskomlał... Odwróciłam wzrok i odeszłam. Uciekłam. Jak ja nie nienawidzę wychodzić z domu! Na ten świat, gdzie nawet psy żebrzą, a dobrych ludzi odsądza się od czci i wiary, tylko dlatego, że mówić w swojej obronie nie potrafią. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę” Żywienie psa Odpowiednie żywienie jest jednym z ważniejszych aspektów opieki nad psem. Jeśli chcesz, by Twój pies był zdrowy, musisz pamiętać o podstawowych wymaganiach żywnościowych. Pies na... Pies nie chce jeść suchej karmy Zdarza się, że pies nie chce jeść suchej karmy. Często jest to wynikiem błędów żywieniowych popełnionych przez właściciela, bywa też, że powodem niechęci do spożywania... Sucha karma dla psa W dzisiejszych czasach suche karmy są najwygodniejszą formą karmienia psów. Jednak nie wszystkie karmy są zbilansowane w taki sposób, w jaki być powinny. Zamiast pysznego mięsa... Ciąża u psa U suk zdolność do zajścia w ciąże pojawia się około 8-12 miesiąca życia (zależy to w dużej mierze od rasy oraz wielkości zwierzęcia). Raz na 6 miesięcy suka wchodzi w okres... Żywienie psa w starszym wieku Gdy nasz pies zaczyna się starzeć, powinniśmy zadbać o odpowiednią dla jego wieku dietę. U różnych psów starość rozpoczyna się w różnym wieku – ma to głównie związek z... Żywienie psa z alergią pokarmową Alergia pokarmowa zdarza się u coraz większej liczby psów. Charakterystycznymi jej objawami, które skłaniają nas do wizyty u weterynarza są świąd i zaczerwienienie skóry. Nasz... Co jedzą nasze psy i koty Kupując w sklepie spożywczym jedzenie chcesz, aby było nie tylko smaczne, ale i zdrowe. W pierwszej kolejności zwracasz uwagę na jakość, coraz częściej studiujesz etykiety... Otyłość u psów Otyłość u psów jest związana z różnymi czynnikami, takimi jak np. wiek, płeć, rasa, zabieg kastracji. Jednak najważniejszymi okazują się czynniki warunkowane przez właściciela ... Dieta odchudzająca W chwili obecnej jedna czwarta ogólnej liczby zwierząt domowych ma nadwagę. Ich ilość rośnie w zastraszającym tempie. Wielu opiekunów zbyt pobłażliwie traktuje kwestię... Jak wybrać suchą karmę Wybranie dobrej suchej karmy nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. Jeśli kiedykolwiek spojrzeliśmy na tabelkę składników, na pewno zauważyliśmy brak jednej ważnej... W sobote musialam oddac mojego 4-letniego dobermana do innych wlascicieli :( Psa oddalismy do kuzyna znajomego, ktory ma dom z ogrodem, dodatkowo zalezalo mu na psie, ktory potrafi strozowac. Psu zawiezlismy legowisko, ktore mial u nas, nowi wlasciciele przygotowali mu cos w stylu zagrody w ktorej bedzie przebywal. Wczoraj dzwonilismy do nowego wlaciciela, mowil, ze pies malo jadl, wiecej pil, niewiele wychodzil z legowiska, przewaznie lezal. A ja siedze i placze, bo martwie sie stanem (psychicznym) mojej suni, zaczelam sie bac, ze sie nie przyzwyczai. Najchetniej pojechalabym do niej w kolejny weekend, ale znajomy powiedzial, ze to psu zaszkodzi, bo cala trauma zacznie sie od nowa :( Pocieszam sie, ze psu bedzie tam lepiej, bo u nas caly czas siedzial sam, tam bedzie mial ludzi caly czas, dodatkowo bedzie mial co robic. Wiem, ze cala rodzina chodzili do psa, glaskali go itp (moja sunia jest przylepa), rano nowy wlasciciel wzial ja na smycz i wyprowadzil na zewnatrz, zeby zapoznac ja znow z otoczeniem. Czy mozecie mi powiedziec co jeszcze moga zrobic nowi wlasciciele, by pies szybciej sie zaadoptowal? A moze to jednak dobry pomysl, by do psa pojechac? Ile czasu trwa zanim dorosly pies przyzwyczai sie do nowego domu? :( Bede bardzo wdzieczna za wszelkie rady. Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 18:59 zdechnąć nie zdechnie ale napewno mu to na dobre nie wyjdzie ;/ pilnuj psa nastepnym razem ! Radzę Ci przeczytać ! Psy i ludzie mają podobny zmysł smaku, dlatego np. oba gatunki gustują w słodyczach. Trzeba jednak pamiętać, że dla naszych czworonożnych pupili czekolada jest szkodliwa, a niekiedy może nawet doprowadzić do zgonu. Stopień zagrożenia zależy od pochłoniętej ilości i jakości południowoamerykańskiego wynalazku. Czekoladę wytwarza się z ziaren kakaowca, które zawierają metyloksantyny, kofeinę i teobrominę. Substancje te wiążą się z receptorami innych związków i blokują w ten sposób ich działanie. Niewielkie dawki metyloksantyn wywołują u psów biegunkę i wymioty, a u ludzi lekką euforię. W czekoladzie znajdują się znaczne ilości teobrominy i mniejsze kofeiny. Spożycie przez czworonoga dużych ich ilości prowadzi do drżenia mięśni, a nawet drgawek. Tętno wzrasta niemal dwukrotnie. Tim Hackett, weterynarz z Uniwersytetu Stanowego Kolorado, opowiada, że niektóre psy biegają w kółko, jakby wypiły galon espresso. Sprawiają wrażenie, jakby były na teobrominowym haju. Psy mogą sobie poradzić ze skutkami zjedzenia czekolady. Wszystko zależy od ich wagi i rodzaju spożytej czekolady. Niesłodzona czekolada do wypieków zawiera ponad sześć razy więcej teobrominy niż jej mleczna odmiana. Chociaż i one różnią się w zależności od gatunku użytych do produkcji ziaren kakaowych. Liczba zatruć czekoladą wzrasta w okolicach świąt, ale podczas 16 lat pracy w uniwersyteckim centrum medycznym Hackett zetknął się tylko z jednym przypadkiem śmiertelnym. Weterynarz podkreśla jednak, że według niego, zwierzę cierpiało na schorzenie zwiększające prawdopodobieństwo niebezpiecznego przyspieszenia akcji serca po zjedzeniu czekolady. Potwierdzałoby to jego tezę, że zagrożenia stwarzane przez ten rodzaj słodyczy są znacznie przeceniane. Psy, które zjedzą niewiele czekolady, odtruwają się same. Jeśli stan jest poważniejszy, lekarz weterynarii wywołuje wymioty i podaje węgiel aktywny, który ma wchłonąć toksyny z jelit. Z neta bo nie wiem za bardzo jak zrobić link. blocked odpowiedział(a) o 21:25 Nie na pewno nie zdechnie ale na dobre mu to nie wyjdzie i Tobie też nie bo teraz gdy tylko będziesz odpakowywać papierek to pies już przy Tobie będzie ;D Nie zdechnie ale bedzie mial klopoty z zalatwianiem sie i bedzie miec robaki.. Z tego co ja wiem to NIE!!!!!!!!!!! Nie zdechnie,a le nie wyjdzie mu to na dobre! Zabierz go do weterynarza, kiedy zauważysz, że coś z nim nie tak. Nie zdechnie. Będzie się źle czuł, bo to mu nie wyjdzie na zdrowie. Jeśli się jakoś dziwnie zachowuje to się nie martw. Tak już jest po czekoladzie. blocked odpowiedział(a) o 19:08 powyzej o 85 gram jest bardzo szkodliwa i mozne doprowadzic do zgonu (przecietn tabliczka ma 100 gram) i bowiem czekolada zawiera znaczne ilosci teobrominy ktora sie bardzo powoli metabolizuje u zwierzat - zle i powoli sie spala. pojedz do weta nie koniecznie zdechnie ale napewno będzie mieć robaki mój mi ostatnio zjadł 2 mentosy c hahhaha niezdechnie bedzie chorowal Nie nie zdechnie jedynie mędzie go mdlić i wtedy będzie troszkę Wymiotował ale to nic poważnego i się nie martw ummm no niewiem bo moj wujek jest weterynarzem i mi mowił ze jak pies zje duzo czekolady to MOŻE zdechnie bo czekolada ma dużo czegośtam i pies rrego dobrze nie trawi. To zależy też jak dużą pies ma mase ciała ale wątpie... gadam jak jakis nauczyciel XD Co ty nie martw się ale może mieć kłopoty z rzełądkiem Czyli jeśli moj pies (pinczerrek) zjadł połowę tej dużej, mlecznej czekolady to zdechnie?Proszę o odpowiedź blocked odpowiedział(a) o 18:05 no coś ty nie zdechnie ale może się źle czuć,mieć robaki i nie będzie mógł się załatwić XD zatrucie bedzie mial ale nie zdechnie co ty sle bedzie duzo sral tak jak kiedys moj Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

po czym pies zdechnie